Kiedy rozmawiamy, nie patrząc sobie w oczy
Czy pamiętasz jeszcze emocje, gdy ktoś mówił coś ważnego, patrząc ci prosto w oczy? Dziś częściej widzimy czyjeś zdjęcie profilowe niż twarz w naturalnym świetle. Rozmawiamy, przewijając jednocześnie feed, odpowiadamy na wiadomości, nie odrywając wzroku od ekranu. To nie jest już zwykła zmiana nawyków – to zupełnie nowy język komunikacji, którego dopiero się uczymy.
Tekst pożera emocje
W porządku w wiadomości może oznaczać wszystko: od szczerej akceptacji po wściekłość. Brakuje nam tonu głosu, mimiki, tych wszystkich drobnych wskazówek, które w rzeczywistej rozmowie stanowią 80% komunikatu. Pewien psycholog porównał to do jedzenia zupy widelcem – teoretycznie możliwe, ale ile tracimy po drodze?
Najzabawniejsze (i najsmutniejsze zarazem) są sytuacje, gdy dwie osoby w tym samym pokoju wymieniają się SMS-ami zamiast po prostu porozmawiać. Znam to z własnego doświadczenia – miałem taką sytuację z własną siostrą. Dopiero gdy wybuchliśmy śmiechem z absurdu sytuacji, odłożyliśmy telefony.
Szybkie lajki, płytkie dyskusje
Platformy społecznościowe nauczyły nas reagować, zamiast rozmawiać. Wystarczy scroll, lajk, czasem krótki komentarz. W efekcie nasze dyskusje przypominają raczej wymianę ulotek niż prawdziwą wymianę myśli. Pamiętasz jeszcze, jak to było prowadzić godzinne rozmowy o jednym temacie? Dziś często nawet nie pamiętamy, o czym dyskutowaliśmy tydzień temu.
Najbardziej niepokoi mnie trend w polityce – czas reakcji ważniejszy niż treść odpowiedzi. Politycy coraz częściej przypominają influencerów z gotowymi, 10-sekundowymi formułkami. Gdzie podziała się sztuka dyskusji?
Żyjemy w bańkach, które sami dmuchamy
Algorytmy wiedzą, co lubimy widzieć i serwują nam dokładnie to. W efekcie nasze dyskusje online przypominają monologi – każdy mówi do swoich, nikt nikogo nie słucha. Problem w tym, że w rzeczywistości świat nie jest czarno-biały. W pracy musimy współpracować z różnymi ludźmi, w rodzinie mamy różne osobowości. Online łatwo odciąć się od wszystkiego, co nie pasuje do naszej wizji świata.
Zrobiłem kiedyś eksperyment – przez tydzień celowo czytałem opinie z przeciwnych stron politycznej barykady. Wstrząsające doświadczenie. Nagle okazało się, że ci drudzy też mają jakieś argumenty, tylko trochę inaczej rozkładają akcenty.
Rozmowa jako content
Kiedyś rozmawialiśmy, by wymienić się myślami. Dziś często rozmawiamy, by stworzyć content. Czy to nie absurdalne, że planujemy, co powiedzieć, myśląc o tym, jak to będzie wyglądało na Instastories? Nawet prywatne wiadomości coraz częściej pisze się z myślą o potencjalnym screencie.
Najbardziej dramatycznie widać to w przypadku młodych ludzi. Znam nastolatka, który rzeczywiste rozmowy prowadzi… cytując memy. Jego język to zlepek gotowych formułek z internetu. Straszne? A może po prostu nowe?
Ale jest też druga strona medalu
Dzięki technologii głos zyskali ci, którzy wcześniej bali się odezwać. Nieśmiali, osoby z zaburzeniami mowy, mieszkańcy małych miejscowości – wszyscy oni znaleźli miejsce w globalnej rozmowie. Moja znajoma z jąkaniem w realu to mistrzyni pisania błyskotliwych komentarzy. W pracy często nie dawała rady dokończyć zdania, a online jest jedną z najbardziej aktywnych uczestniczek dyskusji.
Jest też coś pięknego w rozmowach przekraczających granice. Moja babcia regularnie rozmawia z kuzynką z Australii – co było nie do pomyślenia, gdy była młoda. Tyle że teraz te rozmowy często kończą się po 5 minutach, bo coś wyskoczyło na Facebooku.
Może czas na cyfrowy detoks?
Proponuję mały eksperyment: następną ważną rozmowę przeprowadź bez telefonu w ręku. Albo zamiast wysłać kolejnego mema, spróbuj napisać, co naprawdę czujesz. Technologia to narzędzie – możemy używać go do budowania mostów lub murów.
Jak mawiał mój profesor: Prawdziwa rozmowa to taka, po której obie strony wychodzą trochę inne niż były przedtem. Czy twoje ostatnie wymiany zdań online miały taką moc? Jeśli nie, może warto coś zmienić? Przecież nawet najlepsza aplikacja nie zastąpi tego dziwnego uczucia, gdy w trakcie rozmowy nagle rozumiesz, że druga osoba myśli dokładnie to samo, chociaż żadne z was jeszcze tego nie powiedziało.
